Rano polecieliśmy na Mokotów - Gosia na masaż, my na plac zabaw. Potem powrót i zakupy w biedrze, aby zdążyć na 14 na Światowida. Dotarliśmy, mieszkanie przepiękne, dość tanie i w zasadzie wszystko jest za, byśmy je wzięli... Przeleźliśmy się wokół, zjedliśmy w kebab kingu i wróciliśmy do domu. Po wszelkich za i przeciw, musimy spasować, a takie było zajebiste! Pojechałem jeszcze do tesco po resztę zakupów, gdzie wściekłem się na maksa. Kupiłem sobie piwo, m.in. Porter Książęcy jako nowość. Zapłaciłem w samoobsługowej - jakoś sporo wyszło, ale trudno. Kiedy ładowałem zakupy do samochodu, torba się przerwała i wypadł właśnie ten porter. Kurwa. Wróciłem po drugi do sklepu, ale już idę do kasy. Pani mi mówi, że 60 zł. Co kurwa? Pomyłka, ale tak jest w systemie. Dlatego tyle zapłaciłem! I pewnie bym je wymienił, ale... akurat właśnie ono wypadło przez tę jebaną dziurę w zasranej płatnej, gównianej siatce! Rozjebało mi się 60 złych o beton! Kurwa. Złodzieje z tesco. Wróciłem wreszcie do pisania Sadyby.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz