poniedziałek, 16 kwietnia 2018

16.04.2018

Szalony poniedziałek. Jeszcze o 7 byliśmy przekonani, że skoro 7 klasy wychodzą i nie mamy zastępstw, to mamy oboje na godzinę później. Bosko. Odprowadziłem młodzież, wracam, a tu panika - nie ma Mariolki, idziemy godzinę wcześniej, odwieź mnie!!! No to ja w betach do Hondy, na stację benzynową, bo przecież już susza i dalej do pracy. Zdążyłem wrócić i się obrobić, ale sam musiałem też do pracy jechać wozem, bo przecież bym nie zdążył... Zrobiłem historię z 4b (taką prawdziwą, o Warszawie), a na etyce wyszedłem na dwór z 5p. Resztę lekcji przeprowadziłem normalnie i jakoś udało się to przeżyć. Potem biegiem do Pauliny, lawasz i biegiem do Jonatana. Ufff... W domu, naturalnie, stara w telefonie, młoda w tablecie... Szlag. Ok, przyniosłem im ciuchy, to się zajęły - dobrze, że byłem hondą, bo przecież nie latałbym z tym worem po Żoliborzu... Skończyłem podpisy do Moko, mam nadzieję, że to wyjdzie przed targami... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz