środa, 4 kwietnia 2018

04.04.2018

Młoda mnie obudziła o 3:30, przylazła o 5, Gosi budzik zadzwonił o 5:20, mój już nie zdążył, bo miałem dość i wstałem. Szlag. Po lekcjach, korzystając z pięknej wiosny i 20 stopni, poleciałem obejść z aparatem Wierzbno, co zajęło mi ze 2,5 godziny. Wróciłem przez  pocztę, odbierając paczki i jak dotarłem do domu, żona już była - oczywiście wisiała na telefonie... Poszliśmy na obiad do Sajgonu, odebrać moja miksturę i po Kajkę, którą pani Kinga dziś bardzo pochwaliła. Jeszcze skoczyliśmy z małą oddać hondę do Turbo, ale zapisali nas na przyszłą środę, bo nie ma miejsc... Ups. Zrobiłem Kubę, który oddał kasę zaległą, posuwam do przodu kolejny tom i bolą mnie zatoki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz