czwartek, 12 kwietnia 2018

12.04.2018

Nawet udało mi się pospać do 6:30, młoda nie przylazła, a żona nie była inwazyjna... Pogoda nadal jak drut, zapowiadają srogie burze, ale nic z tego. Lekcje przeleciały szybko i bez większych problemów, poza tym, że niektórzy się wysypują z obozu z powodu tej próby predyspozycyjnej. Świetnie, Ewa ma w dupie, ja muszę świecić oczami. Po lekcjach poleciałem do rossmana i po browiec i odebrałem małą - znowu za wcześnie, bo po 8 godzinach ona chce się jeszcze bawić na placyku. Na szczęście wszyscy się szybko zwinęli i wróciliśmy do domu. Po obiedzie poszliśmy jeszcze na spacer, po czym mała padła. Kończę Moko i szlifuję - kolejna udana korektorka się trafiła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz