poniedziałek, 2 kwietnia 2018

02.04.2018

Mokra pobudka nastąpiła o 8 i mimo, że nie rzucałem się w oczy i cichutko leżałem, to też mi się do stało. Po śniadaniu poszliśmy znowu do kościoła i wróciliśmy na... obiad. Mamo. Spakowaliśmy się i po 15 wsiedliśmy w hondę i w drogę do domu. Pogoda zrobiła się przyjemna - znaczy zimno i wieje, a rano sypało, ale po południu świeciło ładne słońce i można było mieć złudzenia, że idzie wiosna. Droga w porządku, dużo lepiej, niż Korsarzem... I nawet żona bardzo nie histeryzowała... W domu byliśmy chwilę po 18, czyli droga nie zajęła nam nawet 3 godzin - nieźle, jak na hamulec z tyłu... :P Dostaliśmy masę wałówy, chomik przeżył, teraz ja nadrabiam zaległości, a dziewczyny śpią. Wiosna idzie.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz