wtorek, 3 kwietnia 2018

03.04.2018

Bez sensu, obudziłem się przed 7, młoda przylazła i już koniec był spania, bo o 7 zaczęła jęczeć, że głodna... Do tego żona mnie zdenerwowała, bo chciała iść do lidla po jakieś buty, ale wymyśliła, że mam jej tyłek podwieźć hondą. Rozpuściła się cholera. Foch. Dałem sobie spokój i się zgodziłem, więc zjadłem, ogarnąłem się i ubrałem, a ta... czyta. Wyszliśmy wreszcie po 11, zrobiliśmy zakupy. Wiosna przylazła, fajnie. Jeszcze poszedłem do biblioteki i spróbowałem zlecić komuś tę maść od dermatologa, ale przyjąć dali radę dopiero w piątej aptece, i to za kilka dni dopiero... Co też ta kobieta wymyśliła za specyfik? Zrobiłem obiad, ogarnęliśmy dom i przyszła mama. Posiedziała z godzinkę i ją odwiozłem do domu, dokupując cytryn. Jak wróciłem, to mała już spała, szok. Dostałem wypłatę, szału nie ma, prawdę mówiąc, pomimo zapewnień podwyżki. Opłacę wszystko i znowu na debet...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz