wtorek, 24 kwietnia 2018

24.04.2018

Odprowadziłem małą i pojechałem do pracy. Pierwsze, co zrobiłem, to odebrałem godziny na przysżły rok: nie mam tych betonów Moniki! Zamiast tego dostałem 4c. Chyba może być, zobaczymy. Gorzej, że moim wymieniła (trzecia nauczycielka w ciągu trzech lat) matematyczkę na O.! Kurwa. Ale humor mi poprawiło, jak zobaczyłem tę kretynkę, jak się miotała, wściekła, że ma moja klasę :D W okienku skoczyłem na kawę z panią menago ze sklepu rowerowego, chyba wyjdzie fajna akcja, mam nadzieję. Wróciłem na jedną godzinę z piątką moich, z ostatniej ich zwolniłem, bo zostały dwie osoby, no bez jaj... Dlatego spokojnie poszedłem na obiad i wróciłem na piechotę przez Las Bielański, Wrzeciono, Wawrzyszew i Chomiczówkę - było niezwykle zacnie :) Trochę dogorywam. Jutro maraton, ale w ostatniej chwili Marta odwołała szkolenie, ufff... I do tego zgłosił się Grzesiek, żeby wziąć na półtorej godziny jakąś grupę anglojęzyczną. No dobra, biorę :)   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz