Nie wiem, kiedy młoda przylazła, ale przed szóstą poczułem kolana w nerkach i łokieć w głowie. Bosko. Musiałem pojechać do pracy sporo wcześniej, bo raz, że musiałem odebrać paczkę z preorderu, dwa, że miałem zastępstwo za Gosię, która prowadziła ten kiermasz dla odyseuszy. Wyszedłem sobie z nimi na dwór, piękna pogoda, sprawdziłem klasówki. Wiosna idzie, te dzieci jakieś nieznośne są strasznie... Lekcje przetrwałem, choć betony od Kingi dały popalić. Potem jeszcze dwoje zajęć, dość udanych i mogłem wrócić do domu. Dziewczyny zajmowały się chomikiem, wow! Wkurw mnie trafił w kuchni, bo przecież nie można nic umyć, tylko dobierać ciągle czyste rzeczy, a w kuchni nie ma się jak ruszyć... Szlag. Zbliżam się do końca Czerniakowa, jakoś mi to nieźle idzie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz