środa, 18 kwietnia 2018

18.04.2018

O w dupę. Budzik Gosi zadzwonił o 5:20, ale oczywiście go wyłączyła i poszła spać. Otworzyłem oko podejrzanie długo później. Patrzę: 6:10. O w dupę! Wczoraj w kieszeni budzik musiał mi się przestawić na 15:30, szlag by to trafił! Wszystko biegiem, ale generalnie nie wyrobiłem się na autobus, więc musiałem jechać Hondą. Ok, zdążyłem za 15, nawet postałem w szatni na dyżurze, bo Gosia utknęła w korku i była po mnie, mimo, że wyszła dobry kwadrans wcześniej. Wypadek na trasie... Lekcje minęły bardzo szybko, nawet etyka z 7s przyjemna na boisku. Pojechałem do domu i naładowałem mp3, wyrobiłem się tuz przed żoną, która umówiła się z Dorotą i Kazikiem. Zatem znowu ja poszedłem po młodą i do sklepu, do którego latałem trzy razy: zapomniałem ręczników z kasy. Zapomniałem biszkoptów. W dupę! Dorota z Kazikiem siedzieli 3 godziny, dzieciaki się pysznie bawiły, ale ja myślałem, że zejdę z wrzasku. Zwłaszcza, że ostatnie 20 minut to była zabawa 'ze mną'. Ból. Kuba nie przylazł, zwłaszcza, że było zapłacone, cóż... Mapy do Wierzbna leżą, Kuba je spierdzielił równo. W dupę! Piszę nieco Sadyby, ale jestem wyzuty. A jutro siedem lekcji...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz