środa, 25 kwietnia 2018

25.04.2018

Młodej śniły się jakieś koszmary i w nocy przyszła rozdygotana... Rano w pędzie, ale trzy lekcje, jak zwykle, przeleciały biegiem. Potem na Ochotę do dermatologa po kolejną dawkę trucizny, choć wcześniej odebrałem należną płytę z Oldskula. Spotkałem się z Wojtkiem i odebrałem kolejną płytę, może mi opchnie tę resztę, której nie sprzedał na allegro. Zdążyłem na Krakowskie 15 minut wcześniej i przez godzinę czekałem, aż panowie zjedzą cokolwiek na lunch. Została nam godzinka na zwiedzanie, młody konsjerż był nieco zbyt wyrywny, ale udało się zmieścić w czasie. Odebrałem kasę od Grześka natychmiast i wróciłem do domu. Po drodze okazało się, że mama już jest - a miała być później, a nie wcześniej! Mimo to zamówiłem specyfik, wpadłem do sklepu i zjadłem w Maku. Odebrałem młodą i tak sobie razem siedzieliśmy trzy godziny :P Sczytuję teraz ostateczną wersję Moko po składzie, ale zasypiam nad tym...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz