Wtorki pełne atrakcji... Tyle lekcji, ale jakoś idzie. Moich znowu nie było ponad połowy, więc jedną lekcję oglądaliśmy pierdoły, a na drugą wyszliśmy na dwór, grałem z Markiem i Wiktorem w piłkę, było świetnie :) Umówiłem się do dermatologa, choć dziś właśnie odpadła mi większość tego dziadostwa - głównie z małego palca, gdzie mam dziurę jak lej po bombie... Zjadłem u Wietnamczyków na Rudzie i piechotą przez Powązki wróciłem do domu. Ogarniam te wszelakie opisy i pierdoły do Masława i Moko, popisałem nieco Sadyby, ale czasu mało na wszystko... I jeszcze dostałem mnóstwo zastępstw...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz