Środy mają być krótkie i milutkie, a tu znów... Rano biegiem kupić kartę miejską i do przedszkola. Potem biegiem do pracy, a piździ niemiłosiernie, rano jest -13. Moje trzy lekcje minęły szybko, ale potem jeszcze trzy zastępstwa, które w sumie też przeleciały. Dało radę. Potem powrót do domu, ogarnięcie płyt i obiad, po Kajkę, szybko na obiad, przyjechała babcie, na zebranie do przedszkola - strata czasu na dobrą sprawę, Kuba, położyć małą spać, bo Gosia 'taka zmęczona, dopiero wróciła ze szkolenia, ojejciu'. A trajlować półtorej godziny przez telefon to ma siłę. I zerknąłem na wypłatę godzin - jestem w szoku... Nigdy tyle nie dostałem godzin. Dzicz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz