Byłem pod przychodnią o 6:15 i tak byłem siódmy... Dostałem się do Palczewskiego, nie ma kłopotu. Ogarnęliśmy się na czas, pan doktor zbadał sprawę i postawił słuszną diagnozę - komplikacje pogrypowe. Pobrać krew. Młoda nie bardzo wiedziała, o co chodzi, ale zaraz się dowiedziała - dzielna była, nawet nie drgnęła, jak ją kłuła... Jutro musimy się wbijać na siłę w kolejkę. W domu się bawiliśmy głównie razem: lego, malunki, chwilę coś obejrzała i dalej mnie męczyła... Żona przylazła z dyskoteki o 20:15 i do telefonu. Kto kładł małą? Znowu ja. Jak ja przychodzę późno, to przecież tak dawno mnie nie widziała, że mam iść. Jak ona przychodzi, to jest tak zmęczona, że nie może. Coraz bardziej się miga, szlag by to trafił! A jeszcze drugiego się zachciewa, chyba bym się zaorał na śmierć... Zresztą, kurde, kuchnia czysta, obdzwoniłem wszystko i wszystkich, zrobiłem co trzeba, a ta, psiakrew, po całym dniu z młodą mieszkanie wyglądało jak po wybuchu bomby. Ech...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz