Wstałem, ale mi się nie chce. Ło mamo. Odprowadziłem młodą, ogarnąłem siebie i chałupę i poszedłem do pracy. Piękne słońce, ale mróz jak cholera. Lekcje przeżyłem, objawiła się mama Igora, szczęśliwa i po rękach całująca. No dobra, przeżyłem, ale wydłuża nam się jedna przerwa, rewelacja. Będę wychodził jeszcze później... Na razie punktualnie dotarłem do Pauliny, przez kebsa do Jonatana. Okazało się, że młodej coś jest - wróciła do domu z gorączką, bólem brzucha i padła. Wieczorem miała 37,4, więc jutro pewnie nie idzie do przedszkola...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz