piątek, 16 lutego 2018

16.02.2018

Wstaliśmy sobie 8:30, mimo, że Gosia tak waliła rano garami, że i tak nie spałem przez większość czasu. Złapałem siku w pojemnik i poszliśmy przed śniadaniem na pobranie krwi - nie było tak źle, więcej płaczu było przed, niż po. Wróciliśmy i w sumie udało się zrobić tak, że przy minimalnym zaangażowaniu w zabawę klockami, robiłem wiele innych rzeczy. Smoku umieścił u siebie przewodniki, ruch się zrobił :) Po obiedzie ruszyłem na jedyne zajęcia, których nie odwołałem, ani mi nie odwołano, na hiszpański z Nikodemem... Też sobie kupili chomika ;) Wróciłem przez inpost, bo się tam paczka zaplątała i dotarłem do domu - oczywiście młoda jeszcze kolacji nie dostała, bo ta czeka na zbawienie... Ech... Przyszły wyniki badań, młoda zdrowa, może ruszać od poniedziałku do przedszkola :) Wreszcie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz