piątek, 9 lutego 2018

09.02.2018

Ja tu się nigdy nie wyśpię, młoda przyłazi i mnie kopie przez sen, masakra... Ogarnąłem się, ruszyłem do pracy w bajkowej scenerii - sypał śnieg, było bielutko i pięknie. Na Żoliborzu już piękna zima się skończyła i nie było tak ładnie... Trzy lekcje minęły szybko i nadeszła pora ruszenia do Centrum Olimpijskiego. Dobiliśmy tam punktualnie i tyle. Obejrzeliśmy ceremonię, dostaliśmy parę marnych gadżetów, zjedliśmy obiad i już. Trochę czas zmarnowany, szczerze mówiąc, ale przynajmniej zjadłem obiad i skończyłem godzinę wcześniej :) Korzystając z tego, że Dżuls chory, skoczyłem z Magdą i Robertem do Biura Sportu złożyć papiery klubowe, odebrałem płytkę i wróciłem pieszo na Żoliborz. Pokręciłem się po Arkadii i dotarłem do Niko. Wróciłem jakiś zmęczony... I oczywiście spychologia, idź dziecię uśpić. Umyj, obrób, poczytaj i uśpij. Bo ja wczoraj czytałam. Świetnie. Rzeźbię Moko i nabywam dziesiątki płyt. Niech mnie ktoś powstrzyma.. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz