środa, 21 lutego 2018

21.02.2018

Dziewczyny zostały w domu, a ja polazłem do pracy na 8... Środa na szczęście jest krótka i mija błyskawicznie, i dobrze. Załatwiłem jeszcze zwolnienie Gosi, poszedłem do MAL-u ustalić szczegóły 10 marca i ruszyłem po żarówki. Wydałem na to szajstwo 120 złych, ale świecą i nie śmierdzą - może i rzeczywiście wcześniej kupiłem lipę? Z Arkadii wróciłem sobie pieszo przez Powązki - uwielbiam tamtędy łazić. Miała dziś znów uderzyć zima, ale jest piękna pogoda, choć nie jest ciepło. Gosia, jak się okazało, wisiała cały dzień na telefonie: młoda w tablecie, w kuchni pierdolnik, obiadu nie ma. Kurwa. Obiad na szczęście jakiś udało się zjeść, zrobiłem jeszcze Kubę i szykowanie na jutro. Niby nie nastawiamy się, ale jakieś oczekiwanie jest. Ciekawe, co nam się uda osiągnąć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz