Kiedy wychodziłem z domu, dziewczyny jeszcze spały - ale podobno podniosły się zaraz, bo Kajka miała większą gorączkę i trzeba było iść do lekarza. Żadne owsiki, tylko wirus... Tylko po co żona mnie dzwoni do pracy i mówi, że ma gorączkę? Co ja mam z tym zrobić na odległość? Bez sensu zawraca głowę... Po trzech godzinach, spędzonych głównie na testach, załatwiłem jej papierki, mój numer konta do erasmusa, obleciałem Moko, zjadłem i jeszcze zdążyłem się nie spóźnić na radę. Wieści jednak są hiobowe, bo nie wiadomo, co z przyszłym rokiem, a nie będzie kolorowo... Spóźniłem się za to do Kuby, bo długo wszystko trwało. Nadałem więc dwie paki z ciuchami, ten pierwszy się zabulgotał, że jest oszukany - pieprzony dziad, kupił tyle ciuchów po 1,30 za sztukę i pyszczy, bo mu się nie podobają...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz