wtorek, 6 lutego 2018

06.02.2018

Co za noc... Gosia siedziała mi z komputerem nad głową do 1. Chomik szalał w kółku. Młoda przylazła 1:20. Chciała sikać o 3:40 i koniecznie trzeba było nam o tym opowiedzieć. Pobudka o 6... A w pracy dziś osiem godzin... Matko, na szczęście to przeżyłem. Zastępstwa miałem na basenie, więc sobie z Robertem obgadałem pewne sprawy. Zosia znowu odwołała zajęcia, więc poszedłem na obiad do Wietnamczyków i pieszo dotarłem do ratusza Bielany. Zimno jak piorun, więc wsiadłem w sprzęt i wróciłem. Załatwiłem papier i pudła, trzeba wysłać te paczki... Młoda ma niby owsiki, ale to nie wygląda - raczej jakaś grypa, bo ma stan podgorączkowy i słabo się czuje. Meh. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz