Dostaliśmy tyle żarcia, że ledwo to doniosłem do Radexa. Pomijam wielką torbę prezentów... Kajki. Mamo. Tym samym autobusem wracali Ewa z Mirko do Włoch (znaczy do Modlina najpierw), więc podróż upłynęła Gosi na gadaniu z Ewą, mi na gadaniu z Mirko, a Kai na zabawie z Julką - choć początek był trudny. Szybko w sumie dojechaliśmy, jakoś dotelepałem się do przystanku z tymi wielkimi bagażami, a Kajka zaczęła marudzić, co strasznie było męczące. Po powrocie skoczyłem do nowiutkiej biedry, częściowo się rozpakowaliśmy i uzupełniłem zaległości majlowo-wpisowe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz