niedziela, 10 grudnia 2017

10.12.2017

Znowu zapieprz. Ledwo wstałem, śniadanie, ogoliłem głowę i do boju. Do sklepu po zakupy i zrobić obiad, bo przecież na 15 idziemy do Janka na imprę. Żona siedzi i sprawdza, marudzi i ogólnie jej nie ma, wszystko na mojej głowie po raz kolejny. Wyrobiłem się z obiadem i przyszykowaniem młodej, zabraliśmy prezent i ruszyliśmy o Blue City. Po drodze spotkaliśmy Amelkę z mamą, więc w dalszą drogę udaliśmy się razem. W Blue City pogubiliśmy się parę razy, ale dotarliśmy. Sala zabaw szok - karuzele, wieża ciśnień, kołysząca się łódź, wysokie na dwa piętra rusztowania, ściana wspinaczkowa... Kajka była bardzo zajęta, więc wyskoczyłem na 40 minut, rozejrzeć się za prezentami, ale... trafiłem na wyprzedaż w Saturnie i kupiłem prezenty, owszem, ale dla siebie :P Impreza skończyła się o 17, zostaliśmy jeszcze godzinę, bo nie dało się małej wyciągnąć. Wyszliśmy razem z Amelką i w domu byliśmy koło 19. No i ok. Obejrzałem finał Master Chefa - wygrał faworyt, Surfer :) Co ja teraz będę oglądał? Wszystko się skończyło... Moko prawie też, dobrnąłem niemal do końca przedostatniego rozdziału.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz