poniedziałek, 11 grudnia 2017

11.12.2017

Przestałem wstawać o 6, kiedy mam na 10:30, bez przesady. Oporządziłem siebie, młodą i poszliśmy do przedszkola. W domu dopakowałem mp3 i znowu ledwo zdążyłem do pracy, hehe. Lekcje obrobiłem, czasem z bólem, ale dało radę. Paulinę przełożyłem na środę, mam więc czas na obiad. Przebolałem Jonatana i wróciłem. W czasie jasełek, jak się okazało, był głód i stres, zakończony rykiem - normalka. Można być najlepszą, ale i tak głód zjada nerw... Skończyłem zachodni Moko, rozplanowałem Wierzbno i myślę, że do lutego dam radę :)    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz