środa, 27 grudnia 2017

27.12.2017

Cała wizyta w Olsztynie podporządkowana była temu wydarzeniu: spotkanie hufca Gosi po 15 latach. Podobno z rodzinami. No to pojechaliśmy razem, Aniela dała nam swoją renówkę i pofrunęliśmy. Fatalny pomysł. Półtorej godziny stałem jak kołek pod ścianą, bo starzy znajomi zajęli się sobą, dzieci sobą, a niedobitki małżeńskie, zaciągnięte tu siłą, snuły się po pomieszczeniach z wyrazem cierpienia na twarzach... Zerwałem się na spacer, połaziłem trochę po Olsztynie, ale dwie godzinki to mało i wegetowałem z nudów na miejscu jeszcze dobre półtorej. Beznadzieja. Wróciliśmy dopiero koło 21. Ostatni raz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz