piątek, 22 grudnia 2017

22.12.2017

Dzień na dobicie... Do pracy pojechałem godzinę wcześniej, bo oczywiście zastępstwo, zatem miałem siedem godzin. Ale że sporej ilości ludzi nie było (w jednej grupie tylko cztery osoby!), to zrobiłem zlewkę i nie przeprowadziłem wielu lekcji... Trudno. Po lekcjach zjadłem pizzę, odwaliłem Dżulsa i pojechałem po drugą paczkę, która do środy nie przyszła. Wróciłem przez sklep i nabyłem sobie piwa na wszelki wypadek, odświeżyłem się i polecieliśmy do Dziubków. Byliśmy pierwsi, ale lud zaczął się schodzić, więc impreza nabrała rozmachu. Mieliśmy wrócić po godzinie - dwóch, ale... byliśmy po pierwszej. A pobudka o 5tej... Odwieźli nas Diabłowie - w sumie było bardzo fajnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz