środa, 13 grudnia 2017

13.12.2017

Szybkie trzy lekcje minęły szybko - ufff. Szkoda, że trzeba wstać o 5:30, młoda wstała tylko dlatego, że była głodna, bo wczoraj słabo zjadła z okazji ultra zmęczenia... Po lekcjach poszliśmy zrobić zakupy prezentowe - to tylko dwie godziny. Wpakowałem większość do plecaka i poleciałem kupować dalej: odebrałem płyty, kupiłem sobie MOK, kupiłem mamie parasolkę - za 150 złych! No i poleciałem na Imielin z rachunkiem. Zjedliśmy z Kubą szybki obiad w barze, wymieniliśmy się: ja dałem rachunek, on książki i biegiem wróciłem do Pauliny na zajęcia, spóźniłem się tylko kwadrans. I jeszcze dostałem prezencik świąteczny: miałem już pełny plecak, torbę z książkami i wielką butlę od Pauliny. Miałem zajść do La Boheme, ale było zamknięte, więc poleciałem na zebranie. Byłem 30 minut wcześniej, ale nie zdążyłem nawet zjeść jabłka... Wyszedłem po 19, podwiozła mnie Agnieszka K. aż pod sam dom, bo do tobołów doszła mi klatka dla pieprzonego chomika... Mało się nie urwałem. Kajka dojechała z imprezy Maćka po 20, tuż po tym, jak wróciła Gosia. Młoda była tak padnięta, że szok. Ja też.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz