Się rypło. Mała przylazła w nocy, że boli ją policzek - okazało się, że to ucho i trzeba było iść do lekarza. Gosia poleciała na masaż, więc dwie godziny na Czumy siedziałem z nią ja - żona przyszła dopiero niejako na gotowe, bo spędziła tam niecałą godzinę. A i tak była konserwacja strony zus, więc po obiedzie musiałem lecieć po jej zwolnienie i się tłumaczyć awanturującym się w kolejce ludziom. obiad znowu wyszedł niezły, mama nie przyszła, bo źle się czuła ciśnieniowo i na serce, a Kajka ściska swoją urodzinową klatkę dla chomika niczym artefakt. Śmiesznie. Nasi skaczą różnie, nawet nieźle, Stoch był drugi, ale reszta po kolei nieco dalej. Nie chce mi się.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz