poniedziałek, 31 lipca 2017

31.01.2017

Pobudkę miałem o 5:30: "maaaamoooo", oczywiście żona nic nie słyszała, więc ja polazłem. I nici ze spania... Wziąłem młodą do nas i owszem, zasnęła po jakiejś pół godzinie, ale ja spałem już krócej... Poszliśmy zapisać się do lekarzy, pospacerowaliśmy po Żoliborzu, bo musiałem ogarnąć detale do przewodnika i spacer zakończyliśmy na placu zabaw w parku Żeromskiego. Potem zegarmistrz, wizyta w pracy (są mury powiększenia!), sklep, obiad i zamiast zalec, zabrałem się do roboty. Nie mogłem patrzeć na ten syf: pozmywałem, odkurzyłem i umyłem podłogi w kuchni, przedpokoju, łazience i na balkonie. A Gosia siedziała... Paneli nie ruszę, niech sama coś zrobi :P Młodej włączyła się taka gadka, że paple byle co, z ogromnym natężeniem i częstotliwością, nie daję rady...   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz