Pakowanie skończyło się sprawnie, śniadanie też, więc o 9:30 ruszyliśmy do domu - hura! W Małdytach teściu odebrał dziewczyny z McDonaldsa, a ja pojechałem dalej. Jechało się super i nawet z krótkim postojem i odstawieniem Fiony na Wiśniewo w domu byłem o 18. Napisałem szybko papierek dla wyprawy w Dartford, wyprałem ciuchy, zrobiłem remanent w płytach i wreszcie mam spokój. Ufff....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz