Wstaliśmy o 9-tej. Zanim się Gosia wygrzebała (pranie, sranie, włosy, srosy), to z chałupy wyszliśmy o 12:15. No i ruszyliśmy. Zaczęliśmy niespodziewanie od Politechniki, bo Gosia bredziła coś na jej temat, to jej pokazałem - okazało się, że dziewczynom bardzo się podobało :) :Poszliśmy Lwowską i Poznańską do Pekinu, zwiedziliśmy Muzeum Ewolucji, z którego Kajkę ledwo wyciągnęliśmy i Muzeum Domków dla Lalek - obłędne, ale młoda nie zwariowała w środku... Gosia bardziej :P Stamtąd podjechaliśmy do Co Tu na pyszny obiad i zeszliśmy nad Wisłę. Na Bulwarach szał: ścieżki, trampoliny, fontanny, tory przeszkód... Kąpiel szła na mocno, wracaliśmy z mokrymi majtami w ręku. Gosia miała ostre parcie na przeceny w CCC, więc wyciągnęła nas do tesco. Szlag by to trafił, siedziała w tych butach godzinę, już nie miałem co robić z młodą, która wariowała. Pociąg, malowanki w Komforcie, zwierzaki w Kakadu, sprzęt w MediaMarkt, a ta siedzi i siedzi. Agencja podróży odpada, bo nawet za Albanię chcieli jakieś grube sumy. W rezultacie w domu byliśmy po 20-tej, młoda zjadła, wzięła prysznic i padła. Odwiedziłem wprawdzie Chmielarnię, ale Gosia wyciągnęła wyjątkowo dobre wino od wuja z Niemiec i... zasmakowało mi :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz