poniedziałek, 17 lipca 2017

17.07.2017

Śmignęliśmy tak, że na miejscu byliśmy o 6 :) Ale ledwo wjechaliśmy do Warszawy, zaczęło lać. Szlag. Zmarzłem i zmokłem, czekając na taksę, jeszcze jakiś bałwan pomylił walizki i zabrał moją - na szczęście zaraz oddał. Wróciłem do domu, ubrałem się i poleciałem po coś na śniadanie. Zrobiłem pranie, naładowałem mp3 i kiedy się przejaśniło, stwierdziłem, że polecę na Powązki, dokończę sprawę. Wydrukowałem sektory, szkoda, że bez 5-tego, jutro będę musiał znowu tam lecieć... Zaczęło się robić gorąco. Wróciłem, zamówiłem pizzę i tak rzeźbię w Żoli. Przy okazji odkurzyłem i ogarniam dom, bo to kosmos. Tyle pająków się wprowadziło, że aż strach :P Spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz