Upał duży, fajnie, zaczęło się wreszcie lato. Rano wstaliśmy i Gosia zabrała się za porządkowanie szafki z papierami. Zerwała się w którymś momencie, bo do kościoła, więc oczywiście spóźniliśmy się 10 minut, a całość trwała 30. I dobrze, nie lubię. Po mszy zabrałem dziewczyny na Żoliborz Artystyczny - tak, bo fajnie :) Stamtąd podjechaliśmy do Grycana w Arkadii na lody i poszliśmy pieszką poprzez Muranów na skwer Apfelbauma, gdzie zabawiliśmy znów na znanym placyku zabaw. Potem powrót piechotą na Młynarską i powrót na obiad. Kończę Żoli, Gosia siedzi nadal w papierach... Niech już będzie sierpień, bo mam debet -700, rany boskie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz