wtorek, 25 lipca 2017

25.07.2017

Do południa się dopakowaliśmy i teść nas odwiózł na pociąg. Gosia zamówiła miejsca przy stoliku, co okazało się błędem, bo siedziała przy jednym jakaś rodzina burków, którzy zajęli swój stolik w całości, półki nad nim, a swój wózek wpieprzyli nad nasze miejsca. Finał był taki, że dwie walizy trzymałem całą drogę, bo stały w przejściu, a ciągle ktoś się kręcił, zwłaszcza typ z wózkiem z kawą. Szlag. Chamy. Ale dojechaliśmy, a tu deszcz... Jeszcze skoczyłem do sklepu i trochę trzeba odgruzować chałupę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz