sobota, 8 lipca 2017

08.07.2017

Dojechaliśmy do Crikvenicy przed 8, super. Stajemy pod Pavilony Omorika, a tu czterogwiazdkowy hotel... Idę do recepcji, babka mówi, że to ośrodek obok. No to idę, a ta (po chorwacku) mi mówi, że mam 43 osoby, jak ja mam 51. I problem, ale się rozwiązało, bo pokazała mi listę Moniki i okazało się, że my mieszkamy nieco dalej, w Dramalj. No to jedziemy, a tam hotelik z tarasem wchodzącym w morze i plażą tuż pod nim... I pokoje z widokiem na morze! No, mój akurat nie, ale chociaż mieliśmy z Robertem klimę, jako jedyni :) Udało nam się rozlokować i dzwoni Maciej - co się stało, bo u nas miała być Monika, a my tam! Ja tam nie wiem, kazali jechać tu, to przyjechaliśmy, co mi za różnica? Wszyscy rozpakowani, nie cofamy się między te sosenki! Hehe, gdyby kierowca Moniki nie zagotował hamulców, pewnie by się wykłóciła - chociaż może nie, bo Stiepan włożył wszystkich najwygodniej - dla siebie. Nic to, wyszliśmy na tym cudownie :) Pokoje dostaliśmy nieco wcześniej, zjedliśmy obiad, którym Stiepan nas poczęstował i zeszliśmy na plażę, bo każdy marzył, żeby wskoczyć do wody. Cu-dow-nie! A jeszcze wieczorem poszliśmy do Crikvenicy na zwiady. Raz, że daleko (3,5 km ulicą), dwa, że cholernie drogo. Nic to, damy radę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz