środa, 5 lipca 2017

05.07.2017

Tu też piździ, co za lato? Wstałem o 8, poszedłem do sklepu po śniadanie i ruszyłem na Pragę. W sklepie u Konstruktora przegadaliśmy 2 godziny, wypiliśmy po własnoręcznym ris-ie i się urwałem. Padało. Zaliczyłem bankomat, empik, Mesjasza i pocztę (tylko dwie paczki?!) i wróciłem do domu - naokoło, bo przecież Trump przyjechał... Zdążyłem jeszcze pójść po piwo, odebrać klaser i skoczyłem do Sajgony po żarcie. Uporządkowałem płyty, starczy na miesiąc lub trzy... Uwielbiam taki święty spokój :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz