Niby ferie, a ciągle w biegu. Wstać o 7 było trudno, żeby młodą odprowadzić do przedszkola. Zanim żona się wygramoliła, to okazało się, że muszę jechać do biura edukacji i dbfo też się upomniało. No ok, poszliśmy do biblioteki i sklepu, kiedy wróciliśmy pojechałem odebrać papiery i zawieźć je do frse. Udało się wrócić o 15, to jeszcze młodą odebrałem. Zdążyłem prawie przygotować obiad i musieliśmy iść na trening, więc wróciłem biegiem, dokończyłem, zjedliśmy i biegiem wróciłem. Śnieg zaczął wielki sypać, super pogoda! Wieczorki swobodnie piszę przewodniki, miło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz