czwartek, 17 stycznia 2019

17.01.2019

Nadal słabo wyspany, ale mogłem podnieść się o 8. Trzy lekcje przeszły, Kuba odmówił zajęć, więc miałem sporo czasu. Poszedłem za głosem Iwony i poszedłem do domu na piechotę. Zjadłem u Wietnamczyków i poszedłem przez Bielany do domu. Dotarłem, odpocząłem i o 20 byłem na Rostworowskiego. Mieszkanie fajne, w sumie prawie czad, dogadane wszystko, umowa podpisana, chcę płacić, a moja małżonka zrobiła histerię. No i ze mnie idiotę przy okazji. Po dwóch godzinach więc dogadywania wyszedłem wściekły z niczym. Szlag mnie trafił, ta zapłakana w pąsach, zawracała jeszcze dupę z godzinę. Ta kobieta mnie wykończy nerwowo...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz