Piąta rano... Półprzytomny, pojechałem do pracy. Kaja jeszcze została w domu, Gosia poszła robić glukozę, a mama pilnowała młodej. W pracy poleciało jakoś bezboleśnie w miarę, wciskałem wszystkim prace na erasmusa, żeby oceniali :) Miałem zamiar opuścić lokal na dłuższą chwilę, ale dostałem zastępstwo za Mazurkównę i musiałem kiblować godzinę :( Poleciałem wówczas do dbfo i zjeść, w rezultacie przyjechałem na radę akurat. Trwała do 18, bo jeszcze Ania miała występ i w domu byłem po 19... Padam na ryj, a zanosi się źle, bo Renata na zwolnieniu...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz