niedziela, 6 stycznia 2019

06.01.2019

Nadszedł ten dzień. O 10:30 podjechał po mnie Piotrek, syn Ewy, zajechaliśmy po Ewę i ruszyliśmy na lotnisko. Wszystko przebiegło gładko i o 12:55 siedzieliśmy już w samolocie. Lot przebiegł spokojnie, 2,5 godzinki i już byliśmy w Stambule. Na lotnisku Ataturka to kompletny chaos, sprawdzanie dokumentów co chwila. Do hotelu mieliśmy podjechać metrem i tramwajem, ale dobrze, że tego nie zrobiliśmy. Taksówkarz, którego złapaliśmy, nie mógł tam trafić przez kilkanaście minut. A jak już trafiliśmy... Najpierw z kwadrans staliśmy pod zamkniętymi drzwiami, ale wpuścił nas jeden z gości. W środku nikogo nie ma. Trwało to jeszcze z pół godziny, aż wreszcie właściciel zszedł do nas do lobby. W sumie, to zapomniał, że mamy przyjechać. Ale na szczęście trzy pokoje były, więc zainstalowaliśmy się i poszliśmy na obiad i krótki spacer. W pokoju (nie łazience, pokoju) stoi wanna z hydromasażem, więc nie omieszkałem skorzystać ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz