Znowu pojechałem samochodem z rana, bo przecież ciągle w biegu. Lekcje jakoś przeszły, dało radę, choć strasznie mi się nie chce... Kiedy wróciłem do domu, obie jeszcze były w barłogu. Skoczyłem do sklepu po jakiś obiad i poszliśmy do lekarza. Okazuje się, ze już z młodą w porządku, tyle, że lepiej jej zostać do końca tygodnia. Potem zrobiłem zakupy, poszedłem obejrzeć mieszkanie (całkiem, całkiem) i znowu zakupy. Żona raczy mnie wkurwiać swoim marudzeniem, agresywnym tonem i ogólnym niezadowoleniem z faktu, że chodzę do pracy i robię coś innego, niż siedzę u wezgłowia i czekam na skinienie. Bo przecież ona czuje się źle. Od 4 miesięcy kurwa non stop. Ech... Zmontowaliśmy z małą namiot, czad jest ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz