Mróz się nagle skończył - jak w nocy jebnęło wiatrem, to spać się nie dało. Okno wyło, w łazience wentylacja grzechotała, szlag. Dzień dziś częściowo stracony. Rano pojechaliśmy do szkoły przedstawić jeszcze prezentacje o naszych szkołach i załatwić ostatnie rzeczy i zabrano nas na Uludag. Jechaliśmy godzinę dzikimi serpentynami w szaloną zamieć po to, aby zjeść bułę i wrócić... Może skusiłbym się na narty, ale zamieć była taka, że wszystkie wyciągi stały. Już w Bursie zrobiłem płytowe zakupy, zjedliśmy ze Słowaczkami i jutro wracamy do Stambułu, szkoda tu czasu...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz