Znowu ledwo wstałem, coraz słabiej... Praca zeszła, choć długo to trwało, na szczęście na 6c byłem na filmach, na okienku poleciałem po paczki z płytami, ale za to 5p mnie wykończyła, co za beznadzieja... Mam nowy plan, ale mi się na szczęście mało zmieniło. Śnieg zaczął sypać i wracałem już poprzez śniegi dzikie. Zaprowadziłem młodą i babcię na piłkę, zjadłem obiad i ruszyłem do biblioteki i po browek :) Szkoda, że Gosia przeciągnęła książki na 15 złych... Siedzę i robię prezentację, bo Mazurkówna nie zrobiła jej za dobrze i Ewa stwierdziła, że to lipa :P Siedzimy z teściem i pijemy piwo :) Za to mama jest chora...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz