sobota, 12 stycznia 2019

12.01.2019

Leje tu straszliwie. Rano się urwałem i poleciałem tramwajem do fajnego sklepu płytowego i kupiłem całą masę rzeczy :P Pomimo deszczu wróciłem pieszo przez most i bazar, gdzie zakupiłem ostatnie rzeczy :) Szedłem sobie Ankara Street, ładnie i sympatycznie, ale lało, było dość ciepło, a ja pod kapturem byłem mokry jak świnia. W hotelu nasze pokoje już ogarniane, ale mogłem się jeszcze doprowadzić do porządku. Poszliśmy zjeść do znanej nam knajpy (Gośka zjadła po raz kolejny to samo danie - hinduskie, nie mogę z nią), wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy na lotnisko. Mieliśmy tam być sporo wcześniej, byliśmy nie aż tak, ale jednak przed czasem i strasznie się tam wynudziłem. Lot spokojny, cud, jeśli mnie Ewa nie zarazi, kaszle jak dzika... Bartek nas odwiózł, w domu szpital, ale radość. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz