Nie wiem, że w wolne dni to dziecko nie może spać dłużej, niż do 7:30... Wstaliśmy i zabraliśmy się do sprzątania - do 11 było gotowe. Przyszła dziewczyna i w sumie gdyby miała gotówkę, dałaby nam ją od razu... Zachwycona. Ale tuż po jej wizycie zadzwoniła babka powiedzieć, że sory, typ sprzedał już to mieszkanie, które chcemy. Kurwa, ładnie, mieliśmy czas do wtorku podobno... Przyszedł jeszcze jeden z agencji, może coś z tego będzie, ale nie mamy chałupy generalnie, lipa... O 15 pojechałem na targi i posiedziałem godzinę - ludzi było sporo, dużo książek podpisałem i usłyszałem mnóstwo przyjemnych rzeczy - posiedziałbym dłużej, ale musiałem skoczyć na pocztę i wysłać płytę i pójść na zakupy. W rezultacie w domu byłem koło 20. Padam na ryj, a jutro zaczyna się tydzień kołomyi. Będzie się działo!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz