Spałem do 8 z hakiem - hura. Podniosłem się z dwóch powodów: młoda się obudziła, a po drugie miałem odbębnić wycieczkę. Ruszyłem samochodem, co było błędem, bo przecież wokół starówki nie ma gdzie stanąć, a hondy do kieszeni nie schowam... Lekko spóźniony dotarłem, ale nikogo nie było. Za chwilę przyszedł Paweł, ale kazałem mu wracać do domu, bo z jednym nie będę łaził, nie? Zamiast tego pojechaliśmy na zakupy, przez co wydałem z 800 złych, wspaniale. Wróciliśmy na drugą serię skoków, Żyła okazał się drugi, Stoch chyba 8, Kubacki 13 - nie było źle. Potem pograłem z małą w nowe gry, pozmywałem, przygotowałem na jutro mięso (Kaja z odrzutów zrobiła masterszefa... :P). Jutro znowu dość intensywny dzień...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz