czwartek, 6 grudnia 2018

06.12.2018

W pracy byłem przed czasem, choć ledwo wstałem... Nauczyciele się oczywiście spóźnili, ale nie bardzo - niemniej jednak wyruszyliśmy na Warszawę około 9. Nie szkodzi. Przelecieliśmy przez Stare Miasto i na rynku był postój - poszliśmy z Turkami na kawę. Zimno jak skurczybyk! Ale poszliśmy dalej, kolejna godzinka i zmiana warty przed grobem. Łazienki, pałac i w sumie końcówka była w fotoplastikonie. Ciągle za wolno, cięgle w drugą stronę skręcają, ciągle nie słuchają... Ale się nie spóźniliśmy na szczęście, doleciałem do domu, wrzuciłem szybko na ruszt i pojechałem z młodą na imprezę do Maćka. Powrót koło 20:30 i znowu minęła godzina, zanim nastąpił spokój... Spać!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz