Spodziewałem się spóźnienia, ale punktualnie, pierwsi, byli Turcy! Wsiedliśmy do autokaru Włodka i pojechaliśmy przez deszcz. Jak dojechaliśmy, okazało się, że... zapomniałem prowiantu, kurwa. Trudno. Za chwilę doszliśmy do bramy, a to nie tu - ups, brama zamknięta, trzeba wjechać od miasta. No przecież na stronie napisane! Kurwa. Zanim ogarnęliśmy płatności, minęła z godzina. Warsztaty z wycinanek były fajne, zwiedzanie też, nie padało, choć było dość zimno. Trwało to latami. Nie szkodzi, starczyło jeszcze czasu na Mc Donalda i wróciliśmy idealnie na czas. Szkoda, że Strusówna zapomniała o gościu... Próbowałem dzwonić do matki, do niej i Bóg wie do kogo jeszcze, ale nikt nie odbierał. Zocha zapomniała. Zapomniała. Zamiast przed 18, byłem w domu godzinę później. I niby spokój, to jeszcze tysiąc telefonów. Spać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz