Mieliśmy ruszyć rano, ale wygrzebaliśmy się dopiero około 12. Zdążyłem zapakować hondę po brzegi, zatankować, pojechaliśmy do sklepu i dopiero ruszyliśmy. Droga była ok, aż do Mławy, przez którą jechaliśmy z godzinę - wycinali jakichś gości przez dach, bo puknęli się nieźle... Dojechaliśmy po 4 godzinach w deszczu, jakiś rekord. Wieczorne piwko i luzik.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz