niedziela, 30 grudnia 2018

30.12.2018

Gosia mnie obudziła o 6, kręciła się i robiła masę hałasu, szlag mnie trafiał... Przedrzemałem, wybudzany co chwilę do 8 i się podniosłem. Poszliśmy do kościoła, dałem się wyciągnąć i żałowałem - msza dziecięca w tym upale z księdzem, który się jąkał jak trzecioklasista, mało mnie tam nie ubiło, nigdy więcej... Potem w biedrze wydałem 250 złych - idziemy na sylwka do Ideców. Ok, mogło być lepiej, ale niech tam... Potem żona zaległa, a ja oglądałem skoki - nasi poza pudłem, ale trzech w pierwszej ósemce - to dobrze. Skończyłem Tom 10, czad, mogę zacząć Bielany :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz