piątek, 21 grudnia 2018

21.12.2018

Ledwo wstałem o 6... Dobrze, że to ostatni dzień, bo ledwo ciągnę... Trzy pierwsze godziny przeszły - w 8c nie było nawet połowy, 6a pisała test, a 6c jak zwykle beznadziejna, co za typy... W okienku poleciałem po kasę do dbfo, wyrobiłem się. Przy okazji wpadłem do Ewy oddać kasę, a tu impreza - cała administracja z tortem! Się załapałem :) Klasowa wigilia, mimo, że Marceli przygotował ją super, skończyła się po kwadransie i było drętwo, a mnie nie chciało się już zagrzewać ich do walki, nie mam siły. W 5p była ledwie połowa, więc oglądaliśmy angielskie filmiki. Poleciałem do autobusu, a tu... Na S8 był jakiś wypadek, bo korek tragiczny, co chwila straż, policja, lawety... 20 minut czekałem na autobus i nie było w sumie żadnego. Pojechałem dookoła i rezultat był taki, że młoda wpadła na trening trzy minut po czasie, a ja poleciałem coś zjeść tak zawinięty, że nie wiedziałem, co zrobiłem z plecakiem... Na szczęście zostawiłem na ławce w szatni. Wróciliśmy po 18, chwilę odpocząłem, ogarnąłem młodzież i stanąłem na zmywaku - zeszła godzinka. Padam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz