Znowu dzień w biegu... Rano udało mi się odprowadzić małą i oddać samochód do wulkanizacji - wreszcie... Lekcje przeszły w miarę szybko, złożyliśmy Ewie życzenia, żeby nie było :P Potem biegiem po wóz, na biegu wrzuciłem pizzę z biedry i pojechaliśmy na imprezę do Kolorado. Kajka dostała dziesiątki świetnych prezentów, pani Kinga przyszła na imprezę - szok straszliwy! Zabawa setna, ale już dość...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz